sobota, 26 marca 2016

Gravity Falls dobiegło końca...

    Wiem, że nie jestem z tym postem specjalnie na czasie, no ale trudno. Skoro Disney może publikować te odcinki w kilkumiesięcznych odstępach to ja też mogę poczekać z moją opinią. Podobno ociągano się z wydawaniem nowych odcinków, bo Disney liczył, że Hirsch zmieni zdanie i powstanie trzeci sezon. Ta teoria wydaje mi się jednak nieco naciągana. Jest to jeden z niewielu przypadków kiedy to twórca nalega na zakończenie serialu po zaledwie
czterdziestu odcinkach. Nie żeby amerykańskie stacje nie produkowały na siłę setek odcinków, tak długo aż jedyne co pozostanie to pusta skorupa tego co kiedyś było dobrym serialem (Family Guy, Simpsonowie i już niedługo Adventure Time). Disney ma jednak w zwyczaju zdejmować z anteny co bardziej ryzykowne programy. Nie jest równie restrykcyjny jak Nickelodeon (co nie jest wielkim wyczynem), daleko mu jednak do Cartoon Network, który przoduje w produkcji mądrych i kreatywnych seriali przemawiających zarówno do dzieci jak i dorosłych. Disney Channel ma jeszcze Wander Over Yonder, który również nie powróci w  trzecim sezonie, mimo że Craig McCracken miał na niego konkretny plan. Nie wierzę więc, że studiu tak bardzo zależy na kontynuowaniu bardziej dojrzałych seriali. Nie jestem więc zaniepokojony faktem, że Alex Hirsch pracuje teraz dla Fox- może nie jest to najlepsza ze stacji, ale jest chyba lepszym rozwiązaniem niż Disney Channel gdzie groziłoby mu nagłe zdjęcie z anteny, albo Adult Swim, gdzie sezony miałyby po osiem odcinków i wychodziły co trzy lata. W ten sposób cierpi już The Venture Bros i Rick and Morty. Fox kojarzę jednak jedynie z Bob's Burgers, ale kto wie. Może Hirsch zmieni Foxa na lepsze.
   A przechodząc w końcu do samego odcinka- był okej. Nie ukrywam, że lekko się zawiodłem. Nie jednak dlatego, że nie udzielił żadnych odpowiedzi tak jak Lost, wyjawił jednak tylko tyle, ile było absolutnie potrzebne do przebiegu historii. Skąd wzięła się kopuła wokół miasta?  Naturalna magia Gravity Falls wytworzyła pole ochronne. Czy coś takiego. Inne zagadki zostały rozwiązane w podobny sposób. Magiczne pole, jeśli odczyta się zaklęcie powstanie kosmiczna siła... Otrzymaliśmy wiele odpowiedzi, ale brakowało jakiegokolwiek twistu, przez czterdzieści minut trwania odcinka ani razu nie czułem się zaskoczony. Brakowało też napięcia takiego jak w Not What He Seems, który pozostaje najlepszym momentem serii. Konflikt między Stanem, a Fordem nie był specjalnie interesujący, a przy ekspresowym leczeniu amnezji Stana poważnie zastanawiałem się czy po prostu nie uderzą go patelnią w tył głowy. 
    Ale co w takim razie sprawiło, że finał wciąż można określić mianem dobrego? Bardzo przychylnie przyjąłem odwołania do niemal wszystkich odcinków serii. Może i nie otrzymaliśmy odpowiedzi na wiele istotnych pytań, ale przynajmniej wiemy, że ucięta woskowa głowa Larry'ego Kinga ma się dobrze. Albo dwa klony Dippera, które nie pojawiły się od półtora sezonu. Mimo że chciałbym aby takie postaci jak Multibear dostały większą rolę, cieszę się, że w ogóle je uwzględniono. Jednak to co ratuje ten odcinek, jak i wiele innych jest animacja. Wszystkie formy jakie przyjmuje Bill są niesamowicie pomysłowe i przerażające jednocześnie. Kolorystyka również gra niezwykle ważną rolę. Nieprzypadkowo wiele scen akcji dzieje się podczas zachodu słońca- czerwień wsączająca się przez szyby dodaje dramatyczności. Tak właśnie wyglądały najlepsza ujęcia w Not What He Seems: podczas ucieczki Stana z aresztu i starcia z Soosem przy automacie ze słodyczami. A że podczas Weirdmaggedonu niebo jest czerwone przez cały czas, twórcy mogą używać tego triku do woli. Najbardziej efektywny jest w scenie z Billem grającym na fortepianie.
    Jednak właściwe zakończenie trwa jeszcze piętnaście minut po zabiciu Ciphera. Nie licząc leczenia Najkrótszej Amnezji Świata otrzymujemy również happy endy wszystkich bohaterów na których nam choć trochę zależało. Ta część odcinka jest trochę rozwlekła, ale nie mogę narzekać, łapałem się na każdy ckliwy moment, który mi oferowano. I może dlatego Take Back The Falls nie zawodzi tak bardzo. Chociaż nie jest idealnym finałem serii, która postawiła przed widzami tak wiele pytań, to funkcjonuje bardzo dobrze jako zakończenie komediowego sitcomu z bohaterami do których zdążyliśmy się bardzo przywiązać. Odbiór tego odcinka będzie więc różny. Jeśli ktoś liczył, że Gravity Falls wypełni pustkę po Lost, może być nieco zawiedziony. Ale gdy skupiał się głównie na komedii i dobrze zarysowanych bohaterach- pod tym względem Take Back The Falls jest niemal idealny.

Inne Obserwacje:

  • Uwielbiam fakt, że koło z tajemniczymi symbolami, które było największą zagadką od pierwszego odcinka okazało się całkowicie bezużyteczne. Nie wiem czy to miał być żart, czy po prostu Hirschowi bardziej podobał się pomysł z kasowaniem pamięci, ale był to dla mnie najzabawniejszy moment odcinka
  • Po napisach końcowych przez kilka sekund widoczne jest zdjęcie posągu Billa w prawdziwym lesie. Fani uznali, że faktycznie jest on gdzieś ukryty, jednak minął miesiąc i nie słyszałem o tym ani słowa, więc chyba zdjęcie miało pełnić jakąś inną rolę
  • Jeśli ktoś zamierza oglądać Gravity Falls , czy tam Wodogrzmoty Małe z polskim dubbingiem- niech tego nie robi. Jedyny sensowny wybór aktorski to Boberek jako Stan, co nie jest jakimś wielkim zaskoczeniem. Mabel ma głos Fretki z Fineasza i Ferba i jak było do przewidzenia kompletnie nie pasuje, Disney zamiast faktycznie starać się dobierać pasujące głosy wybiera je z tej małej puli aktorów, którzy już na stałe pracują dla Disney Channel w danym kraju. Nie mówiąc już o tragicznym tłumaczeniu na polski. Mabel czytana jest jako Mejbel, a Bill Cipher to w Polsce Bill Cyferka. Nie żartuję. To nawet nie jest tłumaczenie, tylko kalka językowa. Gdyby nazwali go Bill Szyfr brzmiałoby to źle, al przynajmniej byłoby jakimś tłumaczeniem, a nie słowem które akurat podobnie brzmiało. Mógłbym długo krytykować Wodogrzmoty, a oglądałem tylko kilkuminutowy urywek. Podsumuje więc tylko- trzymajcie się od polskiej wersji z daleka. Nie zniszczy wam to przynajmniej odbioru oryginału
 

piątek, 25 marca 2016

W Duchu Archera: Frisky Dingo


    Zostały już dni do premiery nowego sezonu Archera. Wypada więc przyjrzeć się programowi z którego pochodzi wiele motywów wykorzystanych później przez Reed'a w naszym ulubionym serialu o tajnym agencie/ handlarzu narkotyków/ kimkolwiek Sterling będzie w siódmym sezonie.
 Frisky Dingo to właściwie Archer w wersji demo. Humor, charakterystyka  postaci, a także niektórzy aktorzy są wspólni w obu tych serialach (choćby Amber Nash). Historia przedstawia losy bogatego Xandera Cruze'a, który jako Awesome X zwalcza przestępstwo w mieście kreatywnie nazwanym The Town, oraz jego przeciwnika- kosmity o imieniu Killface, który musi łączyć pracę z rolą samotnego ojca. Serial jest tak idiotyczny na jaki brzmi. Największą jego zaletą jest absurdalny humor, ciągłość historii oraz niewielkie przywiązanie do wyglądu jaki nadano postaciom. Większość seriali musi ubierać swoich bohaterów ciągle w jeden i ten sam strój, aby nowi widzowie nie mieli problemu z rozpoznawaniem kto jest kim. W przypadku Frisky Dingo... niekoniecznie. Xander kilka odcinków pod rząd spędził ubrany jedynie w perukę bez żadnego konkretnego powodu. Przez dwa i pół odcinka był również ślepy, podobnie jak Killface. Na tym etapie serialu byłem lekko zagubiony, myślałem, że z parodii Iron Mana Frisky Dingo zmineiło się w przeróbkę Mr. Magoo. Twórców niespecjalnie obchodziła struktura trzech aktów- odcinki mogły kończyć się bez puenty, fabuła często nie miała nawet sensu. Chodziło jedynie o absurdalny humor i parodiowanie filmów o superbohaterach. Frisky Dingo utrzymało się na Adult Swim przez dwa sezony, zamykając sobie możliwość na kontynuację poprzez brutalne wymordowanie większości bohaterów w ostatnich kilku odcinkach. Jednak wątpię żeby wielu ludzi specjalnie za nim tęskniło. Humor serialu żyje nadal poprzez Archera, a co do fabuły... Ktoś naprawdę się nią przejmował?

Inne Obserwacje:

  • Dla zagorzałych fanów polecam The Xtacles- spin- off serii o podwładnych Awesome X, teraz pod wodzą Stana. Wyemitowano niestety tylko dwa pierwsze odcinki